Leatherman Wave+, Charge+ & Charge TTi+

01/08/2018 Frag Out! Magazine

Przyznam, że nie pamiętam roku, w którym nie było żadnego nowego narzędzia w ofercie Leathermana, no ale co zrobić – w 2018 roku jedynymi nowościami (przynajmniej na razie) z firmy Leatherman są modernizacje trzech multitooli: Wave + (dwie wersje kolorystyczne), Charge + oraz Charge + TTi. Co prawda Charge przechodził już lifting polegający na zmianie designu okładzin, ale na szczęście tym razem zmieniono coś więcej niż tylko wygląd, więc nie jest źle..

Bazą wszystkich wymienionych modeli tooli są szczypce i to one właśnie uległy modyfikacji, która wydatnie podniosła ich użyteczność. Otóż w odróżnieniu od wcześniejszych modeli nowe Charge i Wave „z plusem” wyposażono w wymienne przecinaki do drutu. Niby nic, ale jednak zmiana dość istotna, bo wreszcie pozwala bez obaw wykorzystywać przecinaki. Tak, toole Leathermana objęte są 25-letnią gwarancją i w razie uszkodzenia (wykruszenia, wgniecenia czy podobnych) ostrzy przecinaka narzędzie można było odesłać do serwisu i otrzymać nowe lub naprawione. Próba naprawy szczęk we własnym zakresie była raczej z góry skazana na niepowodzenie, bo nawet gdybyśmy dysponowali odpowiednimi narzędziami, byłoby to bardzo trudne do wykonania, o ile w ogóle możliwe. Pozostawała zatem naprawa w serwisie lub wymiana, ale to z kolei wiązało się z czasem – przy dobrych wiatrach potrwałoby to z tydzień, a przy mniej dobrych pewnie i dłużej. Zastosowanie wymiennych przecinaków znanych z tooli serii Heavy Duty (np. MUT, OHT czy Rebar oraz nieco lżejszego Signal) pozawala na błyskawiczną wymianę uszkodzonego czy zużytego elementu, oczywiście o ile uprzednio zaopatrzymy się w zestaw naprawczy. Można go bez problemu kupić u polskiego dystrybutora Leathermana, czyli w sieci Militaria.pl – za niecałe 40 złotych dostajemy dwa ostrza ze stali 154CM oraz kluczyk potrzebny do ich wymiany i nowe śruby. Konsekwencją zastosowania wymiennych przecinaków jest nieznaczne skrócenie wyoblonej, ząbkowanej części szczypiec – w sumie wychodzi jakieś półtora może dwa ząbki. Da się przeżyć. Oprócz tego mamy jeszcze część płaską i – już wyłącznie w modelu Charge + TTi – obciskacz do konektorów/spłonek.

Do szczęk przymocowane są za pomocą śrub (gwiazdka z trzpieniem, wymagają specjalnych bitów do odkręcania) ramiona multitoola – całe narzędzie otwiera się i zamyka podobnie, jak noże typu „motylek” (balisong). W Wave ramiona są „gołe”, bez okładzin, w Charge zastosowano okładziny z aluminium, a w Charge + TTi – z tytanu (stąd zresztą TTi w nazwie) – bardzo estetyczne i wygodnie wyprofilowane.

Tradycyjnie przy zamkniętym toolu serii Charge i Wave dostępne są cztery narzędzia:

  • nóż plain (w Charge i Wave – stal 154CM, w TTi – stal S30V, głownia typu clip point, długość około 70 mm),
  • nóż ząbkowany (we wszystkich modelach stal 420HC, długość około 75 mm) z hakiem do cięcia pasów w toolach Charge,
  • pilnik (z jednej strony pokryty pyłem diamentowym, z drugiej o fakturze zdzieraka, a od spodu – namiastką piłki do metalu)
  • piła do drewna

Kkażde z nich jest blokowane blokadą typu liner lock, której przycisk oznaczono symbolem kłódki. Oba ostrza daje się otworzyć jedną ręką, piłę i pilnik otwiera się zaś zaczepiając paznokciem za odpowiednie podcięcie z przodu narzędzia, przez wycięcie w okładzinie. Narzędzia w pozycji „spoczynkowej” są utrzymywane przez sprężynującą blokadę liner lock z detent ball. W celu łatwiejszego, bezwzrokowego odróżnienia klingi plain od ząbkowanej ta ostatnia ma na grzbiecie trzy wyraźne nacięcia, które łatwo wyczuć palcem.

Tip dla mniej spostrzegawczych: jeśli otworzycie piłkę, to wsuńcie do wnętrza jej gniazda jakiś twardy, płaski przedmiot (np. końcówkę kluczyka do samochodu), a następnie przesuńcie go ku końcowi ramienia toola. Po napotkaniu oporu pchnijcie mocniej – na końcu ramienia wysunie się ukryte oczko do mocowania smyczy o średnicy około 5 mm.

Ciekawostka związana z nożami w omawianych toolach: blokada ostrzy przed przypadkowym otwarciem w czasie korzystania ze szczypiec. W starych modelach tooli w niektórych sytuacjach można było przy rozwarciu szczypiec przypadkowo otworzyć nóż, a przy zamykaniu, jeśli był odpowiednio wyostrzony, pokaleczyć sobie kilka palców. W nowym modelu otwarcie ostrza po rozłożeniu rękojeści jest niemożliwe – zastosowano sprytne rozwiązanie, bazujące na podwójnych sprężynach współpracujących z odpowiednimi profilami na dolnej części szczypiec, do której przytwierdzone są zawiasy rękojeści. Przy otwieraniu narzędzia krzywka wchodzi pomiędzy sprężyny, co zapobiega przypadkowemu złożeniu szczypiec, jedno z ramion sprężyny odchyla się zaś w bok, a jego występ wchodzi w otwór ostrza do „szybkiego” otwierania, unieruchamiając je w pozycji zamkniętej. Sama sprężyna to też wyjątkowy element: oprócz tego, że blokuje ostrza i współpracuje ze szczękami szczypiec, to jeszcze jest oporą dla szczęk po złożeniu ich do wnętrza narzędzia – oporę stanowi wygięty do góry koniec sprężyny szczypiec. Dodając do tego fakt, że na tym samym nicie, którym przytwierdzono ją do rękojeści, opiera się też sprężyna blokady back lock, otrzymujemy typowy leathermanowski „zegar z kukułką”, czyli niemal wirtuozerię projektancką.

Po otwarciu ramion toola otrzymujemy dostęp do pozostałych narzędzi. Na początek miarka – na krawędziach obu ramion naniesione są podziałki w calach (8′) oraz centymetrach (19 cm). Nie są to superprecyzyjne narzędzia pomiarowe, ale do doraźnego zastosowania w zupełności wystarczą.

We wnętrzu jednego z ramion znajduje się otwieracz do kapsli i puszek, połączony ze ściągaczem do izolacji. Typowy leathermanowski wynalazek stosowany w większości narzędzi tej firmy. Prosty i działający, a to najważniejsze.

Obok niego umieszczono obsadkę do bitów ze sprężynowym zatrzaskiem. Nie są to pełne „narzędziowe” bity, lecz „spłaszczone”, dwustronne. W zestawie z toolami Charge + dostarczany jest plastykowy uchwyt na 10 takich bitów i wkrętak zegarmistrzowski, choć fabrycznie znajduje się w nim siedem z nich (podwójny z wkrętakiem krzyżakowym (PZ1/PZ2), dwa podwójne torx (T10/T15 i T20/T25), podwójny z wkrętakiem płaskim (2/3 mm) oraz trzy podwójne imbusowe (1,5/2, 2,5/3, 4/5 mm) oraz jeden w obsadce w toolu. Jakby komuś było mało, to może osobno dokupić zestaw bitów zawierający dwa pełne listki różnych końcówek, czyli 20 sztuk, po dwa narzędzia w każdym. Właściciele Wave’ów muszą zadowolić się jednym bitem Phillips #1-2 & 3/16″.

W drugim ramieniu umieszczono duży, płaski wkrętak i szerokości 7 mm. Zwykłe, proste narzędzie, bez żadnych bajerów, z wykonanym na grzebiecie występem ułatwiającym otwieranie.

Obok niego znajduje się obsadka do wkrętaka zegarmistrzowskiego ze sprężynką blokującą wkrętak i występem do otwierania. Sam wkrętaczek ma postać dość długiego (prawie 35 mm) pręcika, zakończonego z jednej strony wkrętakiem płaskim (ok. 2 mm), a z drugiej krzyżowym. Idealne narzędzie do skręcania śrubek w okularach.

Ostatnie narzędzie „wewnętrzne” to nożyczki. Malutkie, filigranowe i krótkie (20 mm), ale za to ostre i bardzo dobrze tnące. Jako że wyposażono je w sprężynę i wygodną rampę pod kciuk, to praca nimi jest bardzo łatwa i nie wymaga ekwilibrystyki pomimo ich minimalnych wymiarów.

Wszystkie wewnętrzne narzędzia w pozycji roboczej są blokowane blokadą typu back lock umieszczoną na końcu ramienia. Przyciski blokad działających na wycięcie w otwieranej końcówce roboczej, współpracujące z umieszczoną wahliwie i podpartą sprężyną zapadką są duże i wygodne w obsłudze, dodatkowo nacięte, by zapobiec ślizganiu się palców.

Toole Charge + wyposażone są w szybko dołączane oczko do smyczy (średnica ok. 11 mm) i sprężynowy klips, umożliwiający bezpieczne noszenie narzędzia w kieszeni bez pokrowca. Oba te elementy mocowane są w końcówce rękojeści, w wycięciu obok obsadki bitów, a blokowane są blokadą back lock. Daje to łatwość montażu i demontażu, ale – zwłaszcza w przypadku oczka – powoduje też, że przy zwolnieniu blokady, aby schować otwieracz do konserw lub obsadkę bitów i skierowaniu narzędzia końcem rękojeści w dół, akcesoria dodatkowe mają tendencję do wypadania. Żadne z nich natomiast nie utrudnia pracy ani otwieraczem, ani bitami.

Zmodernizowano także pokrowiec do pasa na toola. Starszy model zapinany na rzep został zastąpiony nowszym, o nieco zmodyfikowanej konstrukcji i zapinanym na zatrzask typu „pull the dot”, czyli tzw. wciśnijkropkę.

Tytanowy Królik

Od prawie 10 lat używam Charge TTi (i kliku innych modeli tooli Leathermana), a nowego multitoola dostałem parę tygodni temu. Jako że jedyną różnicę stanowią same szczypce, myślę, że można śmiało przenieść uwagi z poprzedniego modelu na nowego „plusa”.
Charge TTi to model z wyższej półki cenowej – jest drogi. Oczywiście jest też świetnie wykonany, ale od tańszego Charge’a (z aluminiowymi okładzinami) albo jeszcze tańszego Wave’a pod względem funkcjonalności w zasadzie się nie różni. OK, Wave nie ma dodatków w stylu oczka do kluczy (tego dołączanego, bo stałe ma) czy klipsa albo listka z bitami, ale Charge ma, a kosztuje zauważalnie mniej. Bez dwóch zdań tytanowe okładziny poprawiają jednak wygląd toola, są odporniejsze na zużycie i nie będą się wycierać tak jak barwione na czarno okładziny w Charge. Wybór zatem należy do kupującego.

Co do narzędzi – tak, płacimy także za wytrzymalszą stal ostrza plain, bo S30V ma lepsze właściwości od 420HC czy 154CM, ale też jest droższa i trudniejsza w obróbce. W każdym razie ostrze w Wave kiedyś wyszczerbiłem, nawet nie wiem kiedy, a w Charge nie. W każdym razie jest to znacznie trudniejsze.

Piła działa – mały, ale wariat. Oczywiście z racji długości jej możliwości są mocno ograniczone, jeśli chodzi o średnicę/grubość ciętego materiału, ale jak na kieszonkowe narzędzie nie ma się co czepiać.

Pilnik – świetna sprawa. Co prawda praktycznie nie używałem tej tarki od spodu, ale zdzierak i „diament” spełniają swoją rolę bardzo dobrze.

Ostrze ząbkowane – świetnie tnie miękkie materiały, a hak na jego grzbiecie idealnie przecina np. pasy bezpieczeństwa. Niestety, ma on jedną, zasadnicza wadę: jego umieszczenie na grzebiecie ostrza ząbkowanego powoduje, że nie jest to do końca bezpieczne narzędzie i podczas posługiwania się nim, zwłaszcza w sytuacji awaryjnej, trzeba bardzo uważać, żeby nie zrobić krzywdy sobie czy też osobie „wycinanej” z pasów.

Otwieracz do konserw i kapsli – otwiera. Jedno i drugie, cicho i skutecznie. Ściągacza do izolacji używałem rzadko, ale o ile pamiętam, to nie narzekałem na niego. W sumie to lepiej jest korzystać z niego, niż używać noża, bo można go łatwo stępić albo i uszkodzić.

Obsadka do bitów i bity. Działają, ale z jednym „ale”. Przez umieszczenie dwóch końcówek w jednym bicie większe rozmiarowo bity torx i imbusowe są „niepełnowymiarowe”, to znaczy spłaszczone z boków do rozmiaru odpowiadającego otworowi obsadki (jego rozmiar ogranicza też maksymalną szerokość wkrętaka płaskiego, która w tym wypadku wynosi 5 mm). Efekt tego jest taki, że – dla przykładu – 5-milimetrowym imbusem można odkręcić odpowiadającą mu śrubę, ale końcówka będzie miała znacznie mniej punktów podparcia w łbie śruby, w przeciwieństwie do pełnowymiarowego imbusa. De facto przypomina to odkręcanie imbusowej śruby płaskim wkrętakiem, choć nieco lepiej dopasowanym, co oznacza, że można ją odkręcić, o ile nie będzie stawiała zbyt dużego oporu, bo w tym wypadku można doprowadzić do uszkodzenia bita albo łba śruby.

Nożyczki – malutkie, ale jak piła, wariaty. Tną świetnie, nie mają tendencji do łapania luzu i wciągania ciętego materiału pomiędzy ostrza, co potrafi nieźle zirytować. Sprężyna znacznie ułatwia pracę i poprawia wygodę, ale widziałem jednego toola, w którym źle spasowana sprężyna przy naciśnięciu dźwigienki przeskakiwała w bok i blokowała nożyczki. Tool pojechał do wymiany, wrócił i już jest wszystko OK.

Śrubokręt zegarmistrzowski – parę razy ratował mnie czy kolegów przed rozpadnięciem się okularów. Jest świetny, ale trzeba pamiętać, że można go używać wyłącznie jako wkrętaka. Próba wykorzystania go do podważenia czegoś kończy się jego złamaniem, co zafundował mi kolega w moim toolu. Na szczęście wkrętak kosztuje grosze, więc mam już nowy i pamiętam, że to TYLKO śrubokręcik.

Wkrętak płaski – no kawałek solidnej blachy. Jest, działa, nic więcej nie da się o nim napisać.

Najczęściej noszę Charge + TTi w kieszeni, zaczepionego klipsem o jej krawędź. Sam klips robi robotę, ale przy mocniejszym szarpnięciu można go odgiąć. Na szczęście daje się go z powrotem ścisnąć kombinerkami i przywrócić sprawność. Nie przeszkadza przy używaniu narzędzi, podobnie jak to kółko mocowane w tym samym miejscu. Tego ostatniego jednak w ogóle nie używam, bo jest za duże i niewygodne. Wolę to ukryte, wbudowane w ramię toola. Sam klips siedzi w gnieździe na tyle mocno, że nawet przy ściśnięciu blokady nie ma tendencji do wypadania i żeby go wyjąć, trzeba włożyć trochę siły.

Podsumowując: Charge + TTi to tool Leathermana z górnej półki cenowej – droższy od niego jest już tylko MUT i Tread (pomijając modele „specjalne”). Funkcjonalnie wypada podobnie jak Wave czy Charge, ale różni się od nich zastosowanymi materiałami i wyposażeniem dodatkowym. Kawał dobrego narzędzia, ale dla osób z raczej grubszym portfelem. Ci z chudszym mogą zadowolić się Wavem + albo Chargem +.

Lotos faluje

Kiedyś miałem coś do zrobienia, coś tam trochę przyciąć, zagiąć, potem złapać, dobić i dokręcić. I wiecie co? Nie chciało mi się szukać piłki, młotka, śrubokręta i kombinerek… no i tego nie zrobiłem.

Teraz trzymam w ręku bryłę metalu, kanciastą, oksydowaną, która dla mnie jest nawet zgrabna. Najważniejsze, że dzięki niej już nie mam wcześniejszych dylematów, kiedy muszę coś zrobić coś w domu i latać po garażu w poszukiwaniu narzędzi. Wave nie jest nowością, ale jest to mój pierwszy, prywatny Leatherman (bo najpierwszym był Leatherman mojego ojca – niestety Tata nie był skory do oddania syneczkowi). Nie odkryję Ameryki, jak napiszę „o rany ale ekstra, taki multitool w kieszeni, mogę wszystko!”, ale tak właśnie jest. Nie jestem specjalistą, kolekcjonerem takich narzędzi, nie znam się na sprzęcie tak bardzo, by móc go oceniać pod kątem „zajebistości” w klasie multitool. Oceniam go jako użytkownik, nawet nie ekstremalny, a codzienny, czyli taki, jak zakładał producent. Na mnie Wave robi dobre wrażenie, jest solidny, ciężkawy (chociaż to chyba wada), ciężko się otwiera (czyli z czasem się pewnie wyrobi), szczęki kombinerek się dość precyzyjnie spotykają, blokady są solidne, by nie rzec – siermiężne (czyli będą długo trzymać), nóż jest ostry (tak ostry, że się zdziwiłem), piłka tak samo, wkrętaki, a nawet miniaturowe nożyczki – wszystko robi wrażenie solidnej konstrukcji, która w trakcie użycia raczej mnie nie zawiedzie. A nawet, jak zawiedzie, to producent daje 25 lat gwarancji, I to bez żadnego kwita!

Od początku, kiedy zacząłem Wave’a nosić, zaczął mi być potrzebny – tak jakby nagle po-jawiły się same takie sytuacje, w których jego posiadanie okazało się niezbędne. W sezonie najczęściej przemieszczam się motocyklem, więc kiedy padła żarówka – pach! – Wave w ręku i rozkręcenie obręczy reflektora w kilkanaście sekund. Pach! Wymiana żarówki na stacji benzynowej zajęła mi moment, ale dla mnie ważne, że w ogóle było to możliwe. Ta-kich sytuacji miałem kilka, montaż elementu wyposażenia w moim samochodzie, Wave w ręku, zablokowana kłódka i łańcuch przy bramce do śmietnika, korekta śrub przy rowerze, struganie patyków dla córy, otwieranie zakorkowanych win i masa innych akcji. Okazało się, że multitool przy sobie ma sens – nie wiem czy każdy sprzęt byłby tak przydatny. Pewnie tak, ale ten jeszcze dobrze wygląda, jest poręczny, mieści się w dłoni, ma pewny chwyt przy użyciu poszczególnych narzędzi, no i jest agresywnie czarny 🙂

Mój Leatherman bez sprzeciwu wszystko znosi, zero odkształceń, luzów – owszem oksyda trochę się ściera, ale to nadaje raczej sznyt temu narzędziu. Kompletnie nie oszczędzam sprzętu, piach, woda, cokolwiek, a on działa, tak jak tego oczekuję. Muszę dodać, że sta-nowi on też część mojego wyposażenia na strzelnicy i tu też kilka razy okazał się super przydatny (ostatnio przy wymianie chwytu przedniego, gdzie były kłopoty w otworach łoża w AR). Zamontowałem jego pokrowiec na pasie pierwszej linii i jest idealnie – mam go pod ręką, szybko mogę go użyć i zawsze jest ze mną.

W sumie to wyszło mi trochę pompatycznie… ale tak jest, sprzęt jest zajebisty na miarę moich potrzeb i oczekiwań, mam go kilka miesięcy i szczerze wam napiszę, że choć go nie oszczędzam I widać po nim, że jest używany, to ślady użycia są znikome. To wszystko pozwala mi myśleć, że ten sprzęt jest bardzo dobrej jakości i posłuży wiele, wiele lat.

Tylko zastanawiam się, skąd ta nazwa Wave? Fala, falowanie, przypływ, machanie, machnięcie… czy ondulacja 🙂

Szarżujący Szasz

Czym jest multitool Leathermana, chyba nie ma sensu się rozpisywać. Jeżeli nie wiesz o czym mowa, to albo trafiłeś na ten artykuł przez przypadek (serio?) albo ostatnie 20 lat spędziłeś ukryty gdzieś pod kamieniem. Dla tych co nie kojarzą – to takie skrzyżowanie noża z kombinerkami, a Charge to taki lepiej zrobiony Leatherman Wave. Wersja Premium albo Pro. Klasycznego Wave’a używałem przez 10 lat, zabierając go praktycznie wszędzie, gdzie się tylko da – jak lecisz tylko z podręcznym bagażem, to musi jednak zostać w domu. Od kiedy sam Tim Leatherman złożył mi autograf na moim starym Wave’ie, musiałem zrezygnować z jego używania – głupio byłoby go zgubić albo gdzieś zostawić (a raz było już bardzo blisko).

I tak jakoś w lutym 2018 trafił w moje ręce nowy, poprawiony Charge+ (albo Charge Plus, jak kto woli). Czym się różni od poprzedniego Charge’a, poza wymiennymi przecinakami drutu w szczękach kombinerek? Chyba niczym innym. Dla mnie sporą różnicą w stosunku do stareńkiego Wave’a były okładziny wykonane z anodyzowanego aluminium o szorstkiej powierzchni, co poprawia chwyt w trakcie pracy, zwłaszcza mokrymi albo spoconymi dłońmi. Zimą aluminium wciąż pozostaje zimne, więc przy dużym mrozie nie obejdzie się bez rękawiczek. Poza okładkami, różnica polega na dodaniu jeszcze jednego narzędzia, haka tnącego, co daje łączną liczbę 19 narzędzi w jednym. Sporo. Pewnie niektórych nigdy nie użyjecie, ale lepiej mieć niż nie mieć.

Od lutego Charge+ jest moim niemal codziennym towarzyszem – wielokrotnie przydał się, gdy trzeba było coś dokręcić albo odkręcić śruby w szafce, montażu optyki, przeciąć karton albo linę, wyjąć albo zagiąć gwoździe czy jakieś ostre krawędzie, wyregulować w rowerze, wybić pin w karabinku, zdjąć izolację z kabli, otworzyć piwo albo puszkę, obciąć i spiłować paznokcie (a co!), a nawet zmierzyć, bo przecież na krawędziach narzędzia znajdują się linijki (calowa i metryczna) – powszechnie wiadomo, że do mierzenia lepiej używać czegoś dokładnego. Jak mawiał Staff Sergeant Sykes w Jarheadzie: You take what you know and then you multiply. Please don’t use your dicks. They’re too small and I can’t count that high… Brakuje tylko gniazdka USB-C i Wi-fi. Generalnie zabieram Charge+ na każdy wyjazd, bo nigdy nie wiesz, czy nie będziesz go potrzebował.

Super dodatkiem jest komplet wymiennych bitów, który dostarczany jest w nylonowym pokrowcu z toolem, nie trzeba się martwić, że którejś najpopularniejszej końcówki akurat nam zabraknie. Jaki jest minus toola? Masa. 235 gramów jest już dość odczuwalne, więc albo nosisz toola w nerce/w plecaku albo w pokrowcu na pasie. Noszenia w kieszeni nie polecam, gdyż jest to całkowicie niewygodne.

Od czasu do czasu wypada toola przeczyścić, bo to jednak dość skomplikowane urządzenie i jak drobinki piasku dostaną się do środka, to zaczyna zgrzytać i się przycinać. Trzeba dokładnie go wyczyścić, wysuszyć i nasmarować, a posłuży nam pewnie dłużej niż trwa gwarancja producenta, czyli więcej niż 25 lat.

CAŁY ARTYKUŁ , , , , , ,

Frag Out! Magazine

Frag Out! Magazine - tactical lifestyle magazine.